No
i obiecana w poście Intro – wymiana łożyska. Jak rozpoznać jego
wycie, skąd wiedzieć, o które koło chodzi, i wreszcie – jak
wymienić. Zdaję sobie sprawę, że wiele z Was, drogie Panie, nie
zrobi tego samemu. Choćby z braku czasu, ochoty, czy narzędzi. Ale
może jednak ciekawi Was ten nieduży metalowy element, dzięki
któremu Wasze autko toczy się po drodze. Tak więc najpierw
poznajmy się z nim trochę...
O łożyskach słówek kilka...
Jeśli
chodzi o łożyska w kołach, mamy do czynienia z łożyskami
kulkowymi, często skośnymi. Są to takie łożyska, w których
elementem tocznym są po prostu metalowe kulki. Pracują one w
wyprofilowanych bieżniach, w otoczeniu specjalnego smaru
łożyskowego. Ot i cała filozofia :) Ciekawostką jest, że jako
wynalazcę łożyska kulkowego, uznawany jest Leonardo da Vinci.
W każdym aucie łożyska są inne, u mnie na przykład wymiana tylnego łączy się z wymianą całej piasty, ponieważ są to elementy zintegrowane. Niestety łożyska tego typu są droższe, aczkolwiek moim zdaniem mniej kłopotliwe w wymianie. Nie potrzebujemy prasy by usunąć stare i wprasować nowe łożysko. Osobiście nie lubię tego robić, zdarzyło mi się, że nowe łożysko po prostu się rozpadło (wewnętrzna bieżnia postanowiła zakończyć związek z zewnętrzną). W przypadku wymiany całej piasty, jest to dziecinnie proste :) Wybrałam firmę SKF, ponieważ jestem jej wierna już od dłuższego czasu. Mam zamontowane w swoim aucie łożysko tej firmy i wszystko pięknie gra i tańczy :) Nie jest to firma najtańsza, ale za to mamy gwarancję wysokiej jakości i pewność, że nie kupujemy bubla.
Jeżeli zbyt długo będziemy zwlekać z taką naprawą, może być to tragiczne w skutkach. Wyeksploatowane łożysko może nagle unieruchomić jedno z Waszych kół, a to z kolei doprowadzić do wypadku. Więc pilnujmy tego dla własnego bezpieczeństwa!
Awaria łożyska w kole może mieć wiele przyczyn. Od korozji, która uszkodziła jakiś jego element, przez przegrzanie, pęknięcie pierścienia zewnętrznego czy niewłaściwe smarowanie, aż po chyba spotykane najczęściej – po prostu zmęczenie materiału. Żaden detal w naszym aucie nie jest nieśmiertelny. Metalowe elementy pracują pod obciążeniem przez tysiące godzin, powstają mikrouszkodzenia, zmiana struktury metalu itp. Nie będziemy się tu zagłębiać w tajniki materiałoznawstwa. Skąd więc wiedzieć, że któreś z naszych łożysk domaga się wymiany? Otóż wystarczy jedynie słuchać naszego autka. Wiele osób po prostu wsiada i jedzie, mając w nosie to czy właśnie coś nam odpadło. A tak naprawdę samochody to grzeczne stworzonka, które same „mówią” o tym co im się popsuło. Wystarczy umieć słuchać...
ETAP 1: DIAGNOZA
Skąd
wiedzieć, że to co wyje, to łożysko, a nie coś-co-wyje? Z reguły
„wyć” może tylko łożysko, w każdym razie jest to najbardziej
prawdopodobne. Jest to takie dziwne „huczenie” nasilające się w
okolicach 70-80 km/h. Jeśli coś wydaje taki dźwięk, to macie
prawie pewność, że jedno z łożysk chce przejść na zasłużoną
emeryturę. Pójdźmy krok naprzód – teraz pora zlokalizować,
które koło chce odmówić współpracy.
Zacznijmy od tego, na której osi owo felerne łożysko się znajduje. Najprostszym sposobem jest jazda lekkim slalomem (oczywiście nie na ruchliwej drodze! Bądźmy rozsądni i uważajmy na okoliczności!). Kiedy jesteście sami na szerokiej, suchej i nie oblodzone drodzej, po prostu pojedźcie leciutkim slalomem. Jeżeli uszkodzeniu uległo jedno z przednich łożysk, przy skręcaniu w którąś ze stron, wycie powinno ucichnąć. Jeśli cichnie gdy skręcamy w lewo – do wymiany mamy lewe łożysko, i analogicznie. Jeżeli natomiast wycie nie ustępuje, raczej chodzi o oś tylną. Wtedy najczęstszym objawem, jest nasilenie się hałasu podczas hamowania. Tu niestety nie jest tak prosto sprawdzić, o które koło chodzi. Więc drogie Panie (i Panowie, którzy mam nadzieję też czytają :))! Bierzemy lewarek i podnosimy tył auta! Najpierw jedną stronę, łapiemy za koło i z całej siły próbujemy nim zakręcić, wszystko jedno w którą stronę. Przeszkadzać Wam może szuranie klocków po tarczy i możecie nie usłyszeć wołania o pomoc Waszego samochodu. Wtedy podnosimy drugie kółko i robimy to samo. Jeśli łożysko domaga się wymiany, to gwarantuję Wam, że usłyszycie różnicę :)
ETAP 2: WYMIANA
Zdaję
sobie sprawę, że niewiele z Was podejmie się samodzielnie takiej
naprawy. Jednak uważam, że fajnie jest wiedzieć o co chodzi w
naszym autku, jak co działa, jak wygląda. Od kilku lat żadne z
moich aut nie widziało obcego warsztatu samochodowego, ani innych
rąk niż moje. Powód takiego podejścia to jednak temat na inny
felieton. Jako że mój Golfik grzecznie poprosił o zmianę łożyska,
postanowiłam przygotować dla Was mały tutorial o tym jak to się robi.
Jedne dziewczyny robią tutoriale o makijażach, inne o fryzurach. Ja
dziś pokażę Wam, jak zmienia się łożysko. Do roboty!
Krok
1: Logiczne – zdejmujemy koło :)
Krok
2: Odkręcamy zacisk hamulcowy oraz jarzmo. Zaciski z reguły są
przykręcone do jarzma za pomocą dwóch śrub, przez gumowo-metalowe
tulejki.
![]() |
Zacisk hamulcowy |
Jarzmo |
Krok
3: Zdejmujemy tarczę hamulcową. Przeważnie jest ona przykręcona na
jedną małą gwiazdkową śrubkę.
Tarcza hamulcowa |
Krok
4: Przy użyciu młotka i śrubokręta (bo bez młota to nie robota!),
pozbywamy się zaślepki chroniącej nakrętkę.
Krok
5: <Zdjęcie niżej po lewej stronie> Odkręcamy ową nakrętkę. Z
reguły jest to klucz 12-kątny. Standardowe śruby mają 6 kątów,
jednak przy mocowaniach półosi oraz piast najczęściej spotykamy
się z takimi nakrętkami. Od razu uprzedzam, ona łatwo nie odpuści!
Mi z pomocą w takich chwilach zawsze przychodzi półtora-metrowa
rura :) Dzięki temu mamy dłuższe ramię działania siły - fizyka
jest wszędzie :)
![]() | ||
Po lewej: odkręcamy nakrętkę. Po prawej: Zbijamy starą piastę. |
Krok
6: <Zdjęcie wyżej po prawej stronie> Przy użyciu młotka, zbijamy
starą piastę. Może to trochę potrwać, dziś musiałam się
zdrowo namachać! Często zdarza się, że uszkodzone łożysko
rozpadnie się na kawałki podczas zbijania go. Wtedy na
czopie zostaje wewnętrzna bieżnia, której oczywiście musimy
się pozbyć. Tu z pomocą przychodzi narzędzie pierwszej potrzeby,
czyli diaks, poprawnie zwany szlifierką kątową. Ostrożnie
nacinamy bieżnię by nie uszkodzić czopa. Następnie
bierzemy śrubokręt (najlepiej taki do pobijania, z metalowym rdzeniem), przykładamy go w miejscu nacięcia i
walimy w niego raz a porządnie młotem. Bieżnia grzecznie pęka i voila!
![]() |
Popsuło się... |
Wewnętrzna bieżnia. Tniemy!
Voila! |
Krok
7: <Zdjęcie niżej po lewej stronie> Oczyszczamy czop i przykładamy nową piastę. Ważne jest, by
podczas nabijania jej, nie uderzać w część zewnętrzną, może
to bowiem doprowadzić do zniszczenia naszego nowego łożyska. Moim
garażowym patentem jest duży klucz nasadowy, jak najbardziej
zbliżony średnicą do średnicy wewnętrznej bieżni. Postukujemy w niego
młotkiem co kilka uderzeń zmieniając punkt przyłożenia nasadki.
Pozwoli to uniknąć krzywego nabicia piasty, zakleszczenia a w
konsekwencji – nawet uszkodzenia jej.
Krok
8: <Zdjęcie niżej po prawej stronie> Dokręcamy nową nakrętkę znajdującą się w zestawie.
![]() |
Po lewej: nabijamy nową piastę. Po prawej: dokręcamy nakrętkę. |
Krok
9: Nabijamy nową zaślepkę uważając na palce. Jest to
chyba najbardziej upierdliwa rzecz podczas całej wymiany :)
Kroki...
kolejne: Składamy wszystko do kupy robiąć powyższe czynności w
odwrotnej kolejności :)
I
tyle! Łożysko zmienione, Golfik zadowolony, ja tym bardziej. Wiem jakie części zamontowałam, wiem, że naprawa została
wykonana porządnie i żaden niecny „mechanik” nic mi tu nie
nawywijał :)
Przy
okazji zmieniłam również łapę mocującą skrzyni biegów.
Zdecydowałam się na część firmy Lemförder,
poleconą mi przez znajomego. Podobno jest to jedna z najlepszych
firm wykonujących tego typu elementy.
Ta łapa jest
jednym z najczęściej trzech elementów mocujących serce Waszego
autka do karoserii. Są to elementy metalowo-gumowe, które rzadko bo
rzadko, ale jednak czasem wymagają wymiany.
Obecnie mój Golf
strasznie wibruje na wolnych obrotach, diagnoza została postawiona,
że właśnie jest to któraś z łap. Kobieca intuicja podpowiadała
mi, że chodzi właśnie o tę dolną, nazywaną potocznie kością, ze względu na jej kształt.
Jednak intuicja tym razem zawiodła - malec wibruje dalej. Może to
nie była żadna kobieca intuicja tylko lenistwo? Wymiana tej łapy
zajęła mi 10 minut, dwie pozostałe są nieco bardziej kłopotliwe.
Cóż, i za to trzeba będzie się zabrać...
Kobieta w kanale... Można? Można!!! :) |
Zuz
Przydatna porada i nawet niezgorzej napisana, ale jednak tylko dla osób dysponujących dobrze wyposażonym garażem :) Poza tym trochę bym się bał wymieniać taką część samemu po raz pierwszy bez żadnego "nadzoru". Niby to nie jest reaktor atomowy, ale jednak newralgiczny element.
OdpowiedzUsuńA właśnie, czy przypadkiem oznaką wyrobienia się łożyska/piasty nie są również w niektórych wypadkach drgania odczuwalne na kole kierownicy?
Osobiście uważam, że pierwszym objawem jest wycie. Drżenie kierownicy to raczej objaw zużycia końcówek drążków kierowniczych bądź pofalowane tarcze hamulcowe. Jeżeli łożysko byłoby do tego stopnia rozwalone, że generowałoby drgania na kierownicy, to raczej już dawno urwałoby się koło :)
UsuńDziękuję za pochwałę :) a co do wyposażenia narzędziowego - do takiej naprawy naprawdę wystarczy kilka kluczy, śrubokręt, półtorametrowa rura i kilka pierdół, które zapewne wiele z nas ma w garażu :) Ale faktem jest, że bez doświadczenia lepiej się za to nie zabierać, chyba że pod czujnym nadzorem mechanika :)
Uściślę: trzeba mieć garaż ;-) rozbieranie auta i ewentualne błędne złożenie, poprawianie i rozgrzebywanie na nowo, na parkingu (kamery są, ale dachu brak) przed domem to słaby pomysł. Jak to kocówki, to za chwilę pół auta wymienię żeby pozbyć się drgań na kierownicy. Tarcze wymieniłem, półoś za chwilę zregeneruję, zostaną drążki i nowe opony do zamontowania.
OdpowiedzUsuńHmmm fajny poscik ja lasnie znudzony jeczeniem tylnych piast w wv passacie kombipodjolem decyzje o wymianie poczatkowy koszt 347 zl za sztuke . Wiem ze to nie koniecznoe bylo tanio ale podobno sa wytrzymale co prawda nie pamietam jakiej firmy aleee nadzieja na cisze i spokuj w samochodzie juz jest. Jutro znajomy ma mi to wymienic bo sam nie bardzo mam na to czas wiec chwala mu za jego poswiecone chwile nad niemieckim rodzinnym wozidlem
OdpowiedzUsuńTeż mam problem z drganiami. Tyle, że przy przyspieszaniu w okolicach 110km/h - 130km/h, a także przy szybkich zakrętach w prawo. Wszystko wskazuje na przegub wewnętrzny lewy, zwłaszcza że prawy był wymieniany niedawno. Oględziny jednak nie wykazują żadnych z nim problemów. Łożyska, końcówki drążków też ok. Zawieszenie było wymienione w całości, więc to też nie żaden z jego elementów. I tak jeżdżę i czekam aż w końcu coś się bardziej zepsuje, ale nie pogarsza się a pod autem nic bardziej nie widać. :/
OdpowiedzUsuńMiałem podobny problem a rozwiązanie problemu było banalne jedno koło było niewyważone odpadł jeden odważnik. Po wyważeniu kół problem znikł jak ręką odjął
Usuń